10.05.2020r
PACHNĄĆ BZEM
Umarło słońce zmęczone dniem,
przybiegła z pól, pachniała bzem,
dotknęła klamki starych drzwi
i tylko zgrzyt i tylko jęk.
Cisza - nie wita ją już nikt,
spóźniony czas, spóźnionym dniem,
i tylko ćmy- mieszkanki strzech,
wylecą w ogień spalonym snem,
I Upadł świat i prysł jej czar,
ból zmieszał się ze złem powietrza,
zabrakło czasu, zabrakło chwil,
czy ktoś ją prosił żeby tu weszła?
Życie przelewa się przez palce,
wlokąc za sobą dzień za dniem,
jak ślepcy wciąż mijamy miejsca,
tak mało czasu, by pachnąć bzem.
PACHNĄĆ BZEM
Umarło słońce zmęczone dniem,
przybiegła z pól, pachniała bzem,
dotknęła klamki starych drzwi
i tylko zgrzyt i tylko jęk.
Cisza - nie wita ją już nikt,
spóźniony czas, spóźnionym dniem,
i tylko ćmy- mieszkanki strzech,
wylecą w ogień spalonym snem,
I Upadł świat i prysł jej czar,
ból zmieszał się ze złem powietrza,
zabrakło czasu, zabrakło chwil,
czy ktoś ją prosił żeby tu weszła?
Życie przelewa się przez palce,
wlokąc za sobą dzień za dniem,
jak ślepcy wciąż mijamy miejsca,
tak mało czasu, by pachnąć bzem.
12.12.1996R
W Y S T A R C Z Y
Ja nie napiszę dziś o kocie,
temat zamknięty jest i basta!,
bo kot - to kot,
on ścieżki ma i drogi własne
Po co go znowu męczyć wierszem,
karmić zwrotkami i rymem,
o, lew to kot!,
odą zaszczycę go, lub hymnem.
I przywiązanie będzie większe,
i futra miękkość niezliczona
a i Afrykę przy tym zwiedzę,
mocno czepiając się ogona.
potem zatęsknić przyjdzie pora ,
do króla lwa- zaryczeć dziko,
ja nie pisałam przecież o kocie,
ja zachwyciłam się Afryką.
W Y S T A R C Z Y
Ja nie napiszę dziś o kocie,
temat zamknięty jest i basta!,
bo kot - to kot,
on ścieżki ma i drogi własne
Po co go znowu męczyć wierszem,
karmić zwrotkami i rymem,
o, lew to kot!,
odą zaszczycę go, lub hymnem.
I przywiązanie będzie większe,
i futra miękkość niezliczona
a i Afrykę przy tym zwiedzę,
mocno czepiając się ogona.
potem zatęsknić przyjdzie pora ,
do króla lwa- zaryczeć dziko,
ja nie pisałam przecież o kocie,
ja zachwyciłam się Afryką.
INACZEJ
Kiedy zdmuchnę z pamięci pył,
zamknę oczy- to widzę wspomnieniami,
tamten świąt zapach,smak
i dwukonne pędzące sanie.
Widzę dziecko z włosami jak len
dwie kokardy różowe, jak motyle,
nowe buty na głęboki tamten śnieg
zapach świerka zatrzymam choć na chwilę
Migające światła świec woskowych,
lniany obrus, pod obrusem siano,
w blasku szarym lamp jeszcze naftowych,
dokonało się,co się zdarzyć miało
Kruche bombki ze szkła i pająki jak mgła
oplątane anielskim włosem,
dużo serc, dużo rąk, po opłatek ,po dłoń ,
każdy kąt przystrojony oddechem
Kiedy zamknę kolejny raz oczy,
widzę ludzi, ten gwar, słyszę pieśń,
Bóg się rodzi a nas pozamiatał już czas
i zostawił tak wiele pustych miejsc.
Dzisiaj święta smakują inaczej,
są bogatsze i bardziej strojne
z sentymentem, bez skruchy, wolę tamte łańcuchy
pamięć nigdy nie umiera - jest we mnie.
Kiedy zdmuchnę z pamięci pył,
zamknę oczy- to widzę wspomnieniami,
tamten świąt zapach,smak
i dwukonne pędzące sanie.
Widzę dziecko z włosami jak len
dwie kokardy różowe, jak motyle,
nowe buty na głęboki tamten śnieg
zapach świerka zatrzymam choć na chwilę
Migające światła świec woskowych,
lniany obrus, pod obrusem siano,
w blasku szarym lamp jeszcze naftowych,
dokonało się,co się zdarzyć miało
Kruche bombki ze szkła i pająki jak mgła
oplątane anielskim włosem,
dużo serc, dużo rąk, po opłatek ,po dłoń ,
każdy kąt przystrojony oddechem
Kiedy zamknę kolejny raz oczy,
widzę ludzi, ten gwar, słyszę pieśń,
Bóg się rodzi a nas pozamiatał już czas
i zostawił tak wiele pustych miejsc.
Dzisiaj święta smakują inaczej,
są bogatsze i bardziej strojne
z sentymentem, bez skruchy, wolę tamte łańcuchy
pamięć nigdy nie umiera - jest we mnie.
20.09..2019
TESTAMENT NASZ
Tłumnie szli pod przyłbicami i na tarczy,
w maskach trupich, powiewały czarne flagi,
to za mało, krzyk rozpaczy tak zasadny
to zupełnie nie wystarczy.
Jęczy nasz stara matka ziemia,
gdzieś w czeluściach groźnie mruczy swoją pieśń,
wredny człowiek- podły zwierz,
niszczy lasy, truje wody, sieje śmierć.
Rozpędzeni tu i teraz, wciąż na fali,
budujemy betonowy straszny świat,
z tony szkła i lśniącej ciężkiej stali
i za chwilę słońce oczy nam wypali.
Jak derwisze nakręceni nie widzimy, że giniemy
i wpadamy w czarną dziurę pełni sił,
coraz cichsze pszczół bzyczenie, ptaków śpiewy puste, nieme,
kto w tym świecie będzie kiedyś jeszcze żył?.
I jeżeli nic na lepsze się nie zmieni
i ten trend niszczący będzie trwać ,
to następnym pokoleniom zostawimy- nasz testament-
-zabrudzony i zatruty cały świat.
12,05.2019
DŁUGODYSTANSOWA
Kiedy za oknem buro i mokro,
w szyby zagląda bezwstydnie deszcz,
okna zmoczone cieknącą kroplą,
w krzakach jaśminu nie tańczy biel.
Po kątach nuda tnie jak brzytwa,
i kielich słów zmrożony szlochem,
ja wiem ten deszcz to tak jak grzech,
wszystko odkładam z dzisiaj na potem.
Bo teraz nic już się nie uda,
chcesz tylko spać , zaszyć się w kąt,
dotyka cię złość i paskuda
bez zbędnych wstępów szarpie za dłoń.
W tańcu zajadłym wirują strzygi
i wykrzywiają potwornie twarz,
jak w zniekształconym pękniętym lustrze,
smaga cię ból,smaga cię strach.
I wtedy żeby nie utonąć,
w bezmiarze smutku ,w strugach łez,
myślami biegniesz daleko wstecz
i idziesz, idziesz, by zacząć biec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)